czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 26 O miłości wiemy niewiele


Amelia
Czekaliśmy na korytarzu w klinice ginekologicznej na naszą kolej.  Louis był od rana taki pogodny i szczęśliwy, że zobaczy swoje dziecko.  Ja również. On się upierał oczywiście, że to będzie chłopiec, ja raczej  przypuszczałam, że dziewczynka. Mniejsza oto i tak wiedzieliśmy, że  będziemy je kochać.
-Amy, chodź- pociągnął mnie za rękę, kiedy nadeszła nasza kolej.
Weszliśmy do gabinetu, ja od razu wylądowałam na fotelu, a Lou obok trzymając moją dłoń w uścisku.
-Dobrze, a teraz możemy oglądać to maleństwo ba monitorze.  Chcą się państwo dowiedzieć o płci dziecka ?- zapytała lekarka.
- Tak trzeba przecież udowodnić, że ja mam rację.
- Tak tak kochanie.
Lou coraz mocniej trzymał mnie za rękę. Nie możliwe, żeby aż tak się denerwował. 
- To dziewczynka.- powiedziała lekarka.
Siedziałam na krześle przy biurku, a kobieta wypisywała mi witaminy. Nagle Lou wstał.
-Zaraz wracam kochanie- szepnął mi do ucha i opuścił gabinet.
Louis
Byłem  tak cholernie szczęśliwy. Wyobrażałem sobie tą małą istotkę w moich  ramionach ze ślicznymi oczkami Amelii. Moja mała dziewczynka.
-Louis wszystko dobrze?- usłyszałem melodyjny głos za swoimi plecami.
Odwróciłem się z uśmiechem na twarzy.
-Oczywiście skarbie. Po prostu bardzo się cieszę- zapewniłem ją. Nieświadomie po moich policzkach poleciały pojedyncze łzy. Ukochana starła mi je i musnęła wargami moje usta. Szczęśliwi wróciliśmy do naszego, nowego domu. Wzięliśmy wcześniej spakowane rzeczy i pojechaliśmy do mojego rodzinnego domu.
- Lou co jeśli oni nie chcą wnuka?- zapytała.
- Kto?
- No twoi rodzice, przecież to może zniszczyć twoją karierę.
- Po pierwsze oni się ucieszą, po drugie co ma nasza córeczka do mojej kariery. O ile wiem mam prawo do rodziny i kiedy ją założę nie ma najmniejszego znaczenia.
- Ale ja nie chce żebyśmy w czymś ci przeszkadzały.
Teraz to mnie wyprowadziła z równowagi. Zatrzymałem samochód i włączyłem światła awaryjne. Amelia patrzyła na mnie zaszokowana. Właśnie stałem na środku jezdni. Wolałem zostać strąbiony niż zabić moją rodzinę. Ona chyba kocha wyprowadzać mnie z równowagi.
- Proszę posłuchaj mnie. Wy nigdy w życiu nie będziecie mi przeszkadzać Liczysz się tylko ty i nasza córeczka. Nie wymyślaj mi nigdy więcej takich głupot. Zrozumiano?
Amy twierdząco pokiwała głową Złapałem jej twarz w dłonie. Spojrzałam w jej zielone oczy i delikatnie ją pocałowałem.
- Jeszcze jakieś kwestie do omówienia? Mogę jechać dalej?
- Możesz.- odpowiedziała.
Ledwo zdążyłem ruszyć kiedy zatrzymała mnie policja. Musiałem mieć zabawną minę, bo moja ukochana zaczęła się śmiać. Kiedy policjant pojawił się w oknie spuściłem szybę.
- Proszę prawo jazdy i dowód rejestracyjny pojazdu. 
Zgodnie z prośbą funkcjonariusza z portfela wyjąłem odpowiednie dokumenty.
- Czemu urządził pan sobie postój na środku ulicy?- zapytał.
- Widzi pan tę piękną kobietę?- zapytałem wskazując na Amy.- Czasem zadaje głupie pytania. Musiałem wytłumaczyć jej bardzo ważną rzecz. Może pan mi wypisać mandat.
- A co pan takiego tłumaczył, że nie mogło to poczekać?
- Wymyśliła, że ona i moja przyszła córeczka będą mi w czymś przeszkadzać Wytłumaczyłem jej, że ona jest najważniejsza. Widzi pan to była bardzo ważna rzecz.
- Ważna- stwierdził.- Pan na prawdę jest Louis Tomilnson?
- Tak, mogę jeszcze pokazać dowód.
- Nie, nie trzeba. Mógłbym prosić o autograf dla córki?
- Tak.
Policjant podał mi bloczek z mandatami. Podpisywałem się na dziwnych rzeczach, ale to był pierwszy autograf na mandacie. W końcu mogliśmy jechać dalej. Amy śmiała się na fotelu obok.
- Upiekło ci się.- stwierdziła- Louis jesteśmy głodne.
Wszystko dla moich dziewczynek.
Zjechałem na stację paliw. Moje dziewczyny jak na razie muszą się zadowolić frytkami Dokupiłem do tego gorącą czekoladę i paluszki.
- Jesteś wspaniały.- stwierdziła biorąc się za jedzenie.
W końcu dojechaliśmy do Doncaster. Wysiadłem z samochodu i otworzyłem Amelii drzwi. Moja dziewczyna chyba nie miała zamiaru wysiadać. 
- Kotku co się dzieje?- zapytałem kucając i łapiąc jej dłonie w swoje. Moje słoneczko nawet na mnie nie spojrzało.
- Boje się.- powiedziała cicho.
- Czego?
- Że pomyślą, że złapałam cię na dziecko.
- Amy, kochanie nikt tak nie pomyśli.
- Na pewno?- zapytała podnosząc wzrok na mnie.
- Na pewno kochanie. - pocałowałem ją lekko.
Trzymając ją za rękę poprowadziłem ją do drzwi domu. Nadal byłą spięta. Pocałowałem ją w policzek i wyszeptałem wprost do jej ucha.
- Jestem przy tobie.
Weszliśmy do środka. Mama i moje siostrzyczki siedziały na kanapie. Od razu jak nas zobaczyły to oderwały się od swojego zajęcia.Wszystkie cztery tuliły się do mojej Amy. Czułem się nieco zazdrosny. Chociaż moja mama mnie przytuliła.
- Co przez cztery miesiące się nieco zmieniło?-zapytała mama patrząc na widoczny brzuszek Amelii.
- Tak mamo- potwierdziłem.
- Gratulacje synku.- przytuliła mnie jeszcze raz.
Siedzieliśmy przy stole. Dziewczynki poszły już spać. Z moich sióstr została tylko Charlotte.
- Nie będzie wam przeszkadzać?- zapytała mama
- Nie mamo. Lottie naprawdę może u nas zamieszkać. To kiedy mała zaczynasz warsztaty?
- Za tydzień.- odpowiedziała mi siostra.
- My wracamy do Londynu pojutrze więc od razu cię zabierzemy.
- Dziękuję Louis.- wstała z krzesła i mnie przytuliła.
- Wiesz jej też trzeba podziękować.- powiedziałem po cichu i wskazałem na Amy.
- Wiem braciszku.-teraz podeszła do Amelii i ją przytuliła.- Dziękuję Amy.
- Nie ma za co. Przyda mi się jakieś damski towarzystwo.
- Wiecie jakiej płci będzie dzidziuś?- zapytała mama.
- Mamo będziesz miała wnuczkę.
Amelia
Pomagałam Lottie się pakować. Louis wszystko sumiennie znosił do samochodu. W kącie pokoju stała gitara.
- Lubisz grać?- zapytałam dziewczyny. 
- Kiedyś się uczyłam, ale mi nie wychodzi.
- Poproś Nialla to cię nauczy.
Szesnastolatka zarumieniła się na wzmiankę o blondynku. Chciała coś powiedzieć, ale do pokoju wszedł Louis. Ten to ma wyczucie czasu. Jak będziemy w Londynie to muszę z nią porozmawiać.
- To wszystko?- zapytał.
- Lou jeszcze tylko ta torba.- powiedziałam nieco zirytowana.
- Chyba w czymś przeszkodziłem. Już mnie nie ma.
Wziął czarną torbę i wyszedł. Dziewczyna wpatrywała się w gitarę.
- Lottie czy tobie podoba się nasz głodomorek? - zapytałam. Dziewczyna twierdząco pokiwała głową.
- To nie ważne. Ja jestem tylko młodszą siostrą jego przyjaciela. Dla niego jestem tylko małolatą.
- Czemu tak sądzisz?
- Bo to prawda Amy. Nawet Louis traktuje mnie jak małe dziecko. Będę tam tylko przez dwa miesiące.- powiedziała smutna.
- Lottie nie przejmuj się. 
Podeszłam do nastolatki i ją przytuliłam. Trochę się zaniepokoiłam jak poczułam jakiś ruch.
- Rusza się.- stwierdziła i przyłożyła rękę do mojego brzucha. Na jej słowa szeroko się uśmiechnęłam.
- Mogę wejść? Czy nadal macie swoje tajne posiedzenie?- zapytał Louis pukając.
- Już możesz.- powiedziałam.
Chłopak wszedł do pomieszczenia. Przytulił mnie i spojrzał na swoją siostrę.
- To co gotowa?
- Tak.- odpowiedziała mu nastolatka. 
Pożegnaliśmy się z resztą i pojechaliśmy do domu.


No i napisałam kolejny. Mam nadzieję, że się wam podobał. Mile widziane komentarze i do następnego.

7 komentarzy:

  1. fajny :D czekam na nn :D - patrysia

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczny. Mandat mnie rozbroił zresztą wiesz, bo się nad tym zastanawiałam chwilę hehe. super ojj Niall masz wielbicielkę

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział świetny ;) Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny , fajny . Czekam już nn :) Zapraszam do siebie : http://koffyou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie, że pojawiła się Lottie. Mam nadzieję, że rozbudujesz troche jej postać i może uda się połączyć ją z Niall.
    Rozdział wspaniały jak zawsze.
    Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale żeś pojechała z tym mandatem! haha dobre, dobre.
    Dobrze że ucieszyli się z dzieciaczka i fajnie że to dziewczynka. Czekam na następny bo jestem ciekawa jak rozwinie się wątek z Lottie i Horanem. Buźka.

    OdpowiedzUsuń