niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 25 Miłość jest najczęściej ślepym trafem.

Amelia
- Nie.- odpowiedziałam.
Louis zrobił smutną minkę. Zaczął podnosić się z klęczek. Uśmiechnęłam się szeroko i go powstrzymałam. Teraz oboje klęczeliśmy na przeciwko siebie.
- Żartowałam.- powiedziałam próbując się nie śmiać.- Lou oczywiście, że za ciebie wyjdę.
- Ale ja już nie chcę.- powiedział.
Wstał i zaczął iść w przeciwnym kierunku. Patrzyłam oniemiała na to co robi. Wstałam i otrzepałam spodnie.Poczułam jak ktoś mnie obejmuje w tali i podnosi do góry.
- Lou co ty robisz.
- Biorę co moje.- odpowiedział i namiętnie wpił się w moje usta.- Za karę nie dostaniesz pierścionka, a taki ładny ci kupiłem.
- Nie dostanę. Ale ja chce pierścionek.
- Musisz mnie ładnie przeprosić, to dostaniesz.
Uśmiechnęłam się i namiętnie go pocałowałam. Odwzajemnił mój pocałunek. Językiem muskał moje podniebienie.
- Przeprosiny przyjęte?- zapytałam odrywając się od niego.
- Prawie.- odpowiedział i tym razem on zaatakował moje usta.- Masz talent do przepraszania.
- To dostanę ten pierścionek?- zapytałam.
- Oczywiście, że tak kochanie.
Po chwili na moim  palcu znalazł się naprawdę piękny pierścionek z białego złota i z blado różowym kamieniem.
- Jest śliczny kochanie. Teraz mógłbyś mnie postawić, bo czeka cię poważna rozmowa.
- Jaka rozmowa?- zapytał.
- Poważna, no chodź. 
Zaprowadziłam go na cmentarz. Przed wejściem kupiłam znicz i kwiaty, a właściwie Louis kupił bo ja nie wzięłam portfela. W ciszy szliśmy między grobami. 
- Cześć tatusiu.- powiedziałam zatrzymując się przed białą płytą nagrobną.- Muszę ci kogoś przedstawić. Tato to jest Louis, od dziś mój narzeczony, ale ty to pewnie wiesz. O dzidziusiu też wiesz?  Pewnie to twoja sprawka. No nic, dawno mnie nie było. Tęsknię za tobą.
Położyłam kwiaty i zapaliłam znicz. Lou przyglądał mi się z poważną minął. Podeszłam do niego i się przytuliłam. Starł moje łzy.
- Możemy już wrócić?- zapytałam.
- Tak idź przodem, bo muszę coś zrobić.
Zrobiłam jak kazał. Usłyszałam jeszcze jak Lou mówi:
- Zaopiekuję się nią i maleństwem.
Podbiegł do mnie i skierowaliśmy się w stronę domu. Byłam tak zmęczona, że Louis mnie niósł. Był gotowy przebierać mnie w piżamę. Jakoś sama sobie poradziłam. Wtuliłam się w Louisa i zasnęłam. Jak się rano obudziłam to Lou trzymał mnie w tali.
- Louis puść mnie.- powiedziała budząc go.
- Czemu?- zapytał zaspany.
- Bo mi jest niedobrze.
Lou automatycznie mnie puścił, zerwałam się z łóżka i pobiegłam prosto do łazienki. Zwróciłam wczorajszą kolację.
- Ty pewnie będziesz się nade mną znęcać jak twój tatuś.- powiedziałam do swojego brzucha.
- Ja się nad tobą znęcam?- zapytał Lou, który jakoś stał za mną.
- No, traktujesz mnie jak jajko. To dosyć wkurzające.
- Ja się po prostu martwię o ciebie, o was.
- No tak teraz masz o kogo.
- Nie marudź.
Zamknął mi usta pocałunkiem. Wsadził mi dłonie pod koszulkę. Odsunęłam się od niego.
- Lou moja mama jest w domu.- powiedziałam.
- No i co. 
- Louis nie. Wyjdź z łazienki bo chcę się wykąpać.
- A nie mogę z tobą?
- Nie Lou.
Tydzień później po ślubie mojej mamy z Gregiem wróciliśmy do Londynu. Lou ciągle coś załatwiał przez telefon. Nieco mnie to wkurzało. Wylegiwałam się na kanapie, bo nie miałam nic lepszego do roboty i oglądała jakiś głupi serial. Do salonu wpadł Louis.
- Kotku dość lenistwa, muszę ci coś pokazać.
- Znowu.
- Tak znowu. No chodź.
- Poczekaj przebiorę się. 
Poszłam na górę się przebrać z dresów. Założyłam jeansy i miętową, zapinaną koszulkę, na nogi założyłam vansy <klik>. Siedziałam w samochodzie i próbowałam wyciągnąć z Louisa gdzie jedziemy, ale on był nieugięty. Zatrzymał się przed ładnym domem.
- Lou co my tutaj robimy?- zapytałam.
- Będziemy mieszkać.- odpowiedział zadowolony. - Od dziś to nasz dom. Mam nadzieję, że ci się podoba.
- Jest fantastyczny.- stwierdziłam zgodnie z prawdą.
Weszliśmy do środka. przedpokój był biały z ciemnymi meblami, włożony jasnymi panelami. Szłam dalej za Louisem. Następny był salon w nowoczesnym stylu. Wystarczająco duży by pomieścić całe One Direction.  Czarne kanapy będą plamo odporne. Z salonu wchodziło się do jadalni. Przez szklane drzwi wychodziło się na taras. Przeszliśmy do kuchni. Dla odmiany ściany były brązowe, a meble kuchenne kremowe. Teraz zwiedliśmy piętro. Na korytarzu wisiało mnóstwo ramek na zdjęcia. Aż korciło, żeby je zapełnić. Lou zatrzymał się przed białymi drzwiami, otworzył je i puścił mnie przodem.  Za drzwiami krył się gabinet
- Pomyślałem, że przyda ci się miejsce do pracy.- powiedział.
- Oo Lou jest ślicznie.- zawiesiłam mu ręce na szyji i pocałowałam.
- Idziemy oglądać dalej?- zapytał.
- Tak.
 Byłam piekielnie ciekawa reszty pomieszczeń. Następna była sypialnia. Wielkie łóżko, ciemne meble i do tego moje zdjęcie. Odwróciłam się do Louisa i spojrzałam na niego pytająco.
- No co, bardzo lubię to zdjęcie.- odpowiedział i szeroko się do mnie uśmiechnął. 
W sypialni były jeszcze dwie pary drzwi. Otworzyłam jedne z nich. Moim oczom ukazała się garderoba, częściowo wypełniona rzeczami.
- To tu są moje ciuchy.
- Tak.
Drugie drzwi kryły za sobą wielką łazienkę. Bardzo piękna była ta łazienka. Nie dał mi się nacieszyć widokiem mojej nowej łazienki. Wyciągnął mnie na korytarz. Staliśmy przed kolejnymi drzwiami. Nie kwapił się do otworzenia ich. Sama nacisnęłam klamkę. Zakryłam dłonią usta, żeby nie jęknąć. Był to najpiękniejszy pokoik dziecięcy jaki widziałam. Louis nawet pomyślał o ramkach na zdjęcia. Pokoik był uniwersalny, nadawał się i dla chłopca i dla dziewczynki.
- Jaki śliczny.- powiedziała, a mój narzeczony odetchnął z ulgą.- Myślałeś, że mi się nie spodoba?
- Nie bałem się, że będziesz na mnie zła.
- Za co? Lou tu jest idealnie.
- To dobrze, że ci się podoba.- porwał mnie na ręce i zaczął kręcić.- Kocham cię.
- Ja ciebie też. 
W końcu postawił mnie na ziemi. Poczułam jego usta na swoich. Oderwaliśmy się od siebie tylko po to aby zaczerpnąć powietrza.
- Amy bo ja mam do ciebie jeszcze jedno pytanie.- stwierdził
- Jaki?
- Lottie ma warsztaty plastyczne przez całe wakacje tutaj w Londynie, mogła by u nas pomieszkać przez te dwa miesiące?
- Tak. Lou ja nie mam nic przeciwko.
- To dobrze. Dla niej pokój też mam.- pociągnął mnie na sam koniec korytarza.- Spodoba się jej? - zapytał otwierając drzwi.
- Tak.- odpowiedziałam. 
Pokój był bladoróżowy, z ciemnymi meblami. Bardzo ładny, idealny dla nastolatki. 
- Dobra to mam jeszcze jedno pytanie.
- Louis ile jeszcze tych pytań?- zapytałam ze śmiechem.
- To powinno być ostatnie.- odpowiedział mi.
- Dobra to pytaj.
- Wiesz musimy jeszcze powiedzieć mojej mamie. Zastanawiałem się kiedy byśmy pojechali do Doncaster.
- Kiedy tylko będziesz miał wolne. Lou ja siedzę na zwolnieniu.
- Dobrze to może jutro? Paul dał nam kilka dni wolnego.
- Dobrze to jutro po lekarzu.
- No tak zapomniałem.- walną się ręką w czoło.- Już jutro się dowiem czy będę miał córeczkę czy synka.
- Tak jutro się dowiesz.- zaśmiałam się.




Ale wam numer wywinęłam, no myśleliście że ona się nie zgodzi. Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Miel widziane komentarze i do następnego.

9 komentarzy:

  1. Tak! no wiedziałam...dobra przecież ja to wiedziałam od początku, bo to przeze mnie trzymałaś swoich czytelników w niepewności. Świetny dom. Pokój dziecięcy piękny-umiesz wybierać ;)- Kocham to.

    OdpowiedzUsuń
  2. uff ulżylo mi jak sie zgodziła :D swietny :D czekam na next :d - patrysia

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha! Tak myślałam! Rozdział świetny ;) Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny! :) Czekam na kolejny <3333

    http://you-will-always-be-my-love.blogspot.com/

    Xoxo :******
    Mrs.Horanowa ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny!!! wiedziałam, że się zgodzi :D
    czekam nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajebisty<3 Mogłaby to być córeczka:) Czekam na kolejny:*

    OdpowiedzUsuń
  7. Uuuf, mogę spać spokojnie. Dobrze że się zgodziła. Dom jest fantastyczny a w łazience to się normalnie zakochałam! Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziewczyna nie lubiana w szkole...wyjeżdża do babci do Londynu. Poznaje pare nowych ludzi, cieszy się że w końcu jest ktoś kto ją akceptuje...jednak jej szczęście i problemy się nie kończą. Zakochuje się...ale co w tym jest złego? Bo nie w jednej osobie...Jak zakończy się ta historia.? A jak zacznie.? Dowiesz się czytając: http://myownworld-opowiadanieoonedirection.blogspot.com/

    Przepraszam za spam. Mam nadzieję że zajrzysz.:)

    OdpowiedzUsuń
  9. **Spam**Z góry przepraszam**Jeśli nie lubisz takich wiadomości, usuń komentarz**

    'Przecież życie jest proste...Uh? Co powiedziałeś? To czyste kłamstwo.Czasami życie to piekło. Staje się ono takie przez nasze uczynki i decyzje. A nieraz po prostu nie mamy na to wpływu. Los jest nie przewidywalny. Nie wiadomo co Cię spotka za rogiem.Chwytaj każdy dzień jakby był tym ostatnim. Idź za głosem swego serca, rób to co kochasz, nawet jeśli inni tego nie tolerują.Ludzie nie docenią życia, dopóki nie przekonają się, jakie jest ono ważne, ile by stracili, gdyby nie poznali jego dobrych stron.'
    Ona - Zwykła dziewczyna z małego miasteczka, od urodzenia kochała śpiewać
    On - Niezwykły chłopak, członek najpopularniejszego boysbandu na świecie.
    Ich spotkanie będzie zupełnie przypadkowe. On od razu zobaczy w Niej swoją bratnią duszę, drugą połówkę. Ona będzie podchodziła do Niego z większym dystansem. Po pewnym czasie, Ona nie będzie mogła dłużej żyć w samotności. Zakocha się w Nim bez pamięci. Ich przyjaźń zamieni się w uczucie silniejsze od samej Śmierci. Ale czy potężniejsze od kłamstw, które później zaczną ich otaczać?
    Serdecznie zapraszam na mojego bloga : http://you-will-always-be-my-love.blogspot.com/

    Xoxo :*****

    OdpowiedzUsuń